Ale co jeśli problem nie leży w braku motywacji, tylko w tym, jak stawiamy sobie te cele? Bo „w końcu nauczę się angielskiego” to nie jest cel - to raczej wishful thinking zawinięte w dobrą wolę.

Dlaczego dużo noworocznych planów językowych idzie na marne?

Większość osób rezygnuje ze swoich noworocznych postanowień jeszcze przed końcem stycznia. Z nauką języków jest jeszcze gorzej, bo tu frustracja przychodzi szybciej. Problem zwykle tkwi w jednym z trzech miejsc - cel jest zbyt ogólny, zbyt ambitny, albo kompletnie nie pasuje do Twojego stylu życia.

Czym tak naprawdę jest dobry cel językowy?

Dobry cel nie brzmi imponująco. Nie nadaje się na post na LinkedIn. Często jest wręcz śmiesznie skromny w porównaniu z tym, co nam się marzy. Ale ma jedną nieocenioną zaletę - da się go zrealizować.

Tu świetnie sprawdza się metoda SMART, o której słyszeli wszyscy, ale stosuje ją może garstka osób. Zakłada, że cel ma być konkretny, mierzalny, osiągalny, istotny i określony w czasie.

Kolorowa infografika SMART pokazująca etapy wyznaczania celów językowych: konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne i określone w czasie

Jak odnieść się do metody SMART, wyznaczając sobie naukę języka za noworoczny cel?

„Poprawię czytanie” to zbyt ogólne założenie. „Przeczytam 3 artykuły tygodniowo w oryginale” to konkret. Jeśli masz 40 minut dziennie, nie planuj trzech godzin na naukę języka. Twój cel jest istotny wtedy, kiedy wiesz, po co do niego dążysz. Nie „bo wypada”, tylko z konkretnego powodu, który przetrwa pierwszą leniwą sobotę i pomysł odłożenia 20 minut z fiszkami na kolejny dzień. A deadline? Bez niego każdy plan jest świetny w teorii i nigdy niezrealizowany w praktyce.

Jak przestać tylko uczyć się języka, a zacząć uczyć się czegoś konkretnego?

Nauka języka to nie jeden przedmiot. To co najmniej cztery różne umiejętności, które się na to składają. Bo przecież można świetnie pisać maile po angielsku, ale panikować podczas rozmowy przez telefon. Można biegle czytać dokumentację techniczną i gubić się w serialu bez napisów.

Większość osób próbuje robić wszystko naraz. I właśnie dlatego najczęściej nic z tego nie wychodzi. A wystarczy usiąść na 5 minut z kartką i wypisać, co tak naprawdę chcesz poprawić. Nie „słaby angielski”. Co dokładnie? Rozmowy służbowe? Pisanie raportów? Oglądanie filmów bez ciągłego sięgania po tłumaczenie?

Jak już wiesz, co chcesz podciągnąć, można to jakoś zmierzyć. Nie musi to być od razu egzamin, choć jeśli planujesz zdobyć certyfikat, warto sprawdzić, czy nauka języka w rok może mieć sens. Równie dobrze możesz zmierzyć postępy, np. sprawdzając, czy złapiesz główny wątek odcinka The Office w trakcie oglądania bez napisów, albo czy uda Ci się napisać maila do zagranicznego kontrahenta bez proszenia ChatGPT o szablon wiadomości.

Kiedy warto postawić na zajęcia indywidualne?

Można się uczyć samemu. Internet jest pełen darmowych materiałów, aplikacji, podcastów i filmików. Problem w tym, że to trochę jak składanie mebli bez instrukcji. Teoretycznie się da, ale połowa śrubek zostanie na podłodze, a to raczej nie wróży nic dobrego.

Zajęcia indywidualne z angielskiego nie polegają tylko na tym, że lektor tłumaczy gramatykę. Tu chodzi przede wszystkim o interakcję z kimś, kto widzi, gdzie się gubisz, zanim sam to zauważysz. Kto sprawdzi, czy twoje zdania brzmią naturalnie, kto odpowie na pytanie „dlaczego tu jest 'the', a tu nie” i da odpowiedź, którą faktycznie zrozumiesz.

Dobry lektor podczas lekcji angielskiego online nie będzie uczył wszystkiego po kolei, od czasów przeszłych po tryb warunkowy. Zapyta, co chcesz osiągnąć, i skoncentruje się na tym. Jeśli potrzebujesz angielskiego do pracy, dostaniesz materiały z twojej branży. Jeśli chcesz rozumieć filmy bez napisów, będziecie trenować słuchanie. To nie jest gotowy program dla wszystkich - to nauka skrojona pod ciebie.

Co zrobić, jak plan zaczyna się sypać?

Plan może być świetny w teorii i kiepski w praktyce. Przygotuj się na to, że może przyjść moment, w którym coś pójdzie nie tak. Zabraknie czasu przez dwa tygodnie, zmęczenie weźmie górę, materiały okażą się nudne jak flaki z olejem. I wtedy zadasz sobie pytanie: rzucić wszystko, czy próbować się dopasować?

Dobre praktyki zamiast rzucania nauki, gdy plan nie działa

Pół godziny dziennie z językiem angielskim okazuje się nierealne? W takim razie od dzisiaj niech będzie to 15 minut 4 razy w tygodniu. Czytanie artykułów cię nudzi? Znajdź coś innego - transkrypty podcastów, posty na Reddicie, instrukcje do narzędzi, których używasz. Uczysz się dla siebie, nie dla zrealizowania sztywnego planu.

Jedna zasada na koniec, której warto się trzymać? Nie rzucaj się na głęboką wodę i nie wymagaj od siebie niemożliwego. Jak masz gorszy tydzień, nie dokładaj sobie dodatkowych godzin „żeby nadrobić”. To nigdy nie działa. Zamiast tego zmniejsz plan o połowę i trzymaj się tego. Lepiej robić mniej konsekwentnie niż planować więcej i w rezultacie nie zrobić nic.

Cele językowe na nowy rok to nie kamień milowy, który musisz dźwigać przez 12 miesięcy bez względu na wszystko. Jeśli plan okazał się kiepski, zmień go. Jeśli za ambitny - zmniejsz. Jeśli nudny - znajdź coś ciekawszego. Ale jeśli faktycznie chcesz w tym roku zobaczyć efekty, przestań myśleć kategoriami „nauczę się angielskiego” i zacznij myśleć kategoriami „co konkretnie chcę umieć zrobić za dwa miesiące”. Bo marzenia są fajne, ale to plany dają rezultaty.